sobota, 20 lipca 2013

Korzeniec - Zbigniew Białas


W zapowiedziach podają, że we wrześniu ma się ukazać druga książka z cyklu sosnowieckiego autorstwa profesora Zbigniewa Białasa. Stwierdziłam więc, że wypadałoby wreszcie zapoznać się z częścią pierwszą pt. „Korzeniec”. Kupując “Korzeniec” nie miałam pojęcia, że planowanych jest więcej części, może i dobrze, bo nie wiem, czy zdecydowałabym się na tę książkę. Mam jakis przesyt serii czytelniczych, a najbardziej denerwuje mnie to, że na kolejny tom trzeba czekać i dwa lata, a skompletowanie całości to czasami kwestia sześciu i więcej lat. 

Jak to się czasami dziwnie składa, że  kafelek w podłodze sygnowany „A. Korzeniec” w jednym domu w Sosnowcu stał się inspiracją do ważnego kryminalnego wątku oraz tytułu. I tak historia pechowego glazurnika, o której czytamy : Dwudziestego dziewiątego czerwca 1913 roku o godzinie szóstej rano na nasypie kolejowym w centrum Sosnowca znaleziono ciało pozbawione głowy i na podstawie dokumentów, które znajdowały się wciąż w wewnętrznej kieszeni marynarki, ustalono natychmiast, że zwłoki należą do Alojzego Korzeńca”, staje się też pretekstem do pokazania Sosnowca z 1913 i 1914 roku, miasta, którego już nie ma, a które było wyjątkowe. Tam, w narodowościowym tyglu żyli obok siebie Polacy, Żydzi, Niemcy i Rosjanie. Tam nieopodal przechodziły granice trzech mocarstw, które zagarnęły Polskę po rozbiorach.
Tak po prawdzie osoba Korzeńca nigdy nie była najważniejsza w powieści, chociaż rozwiązania zagadki oczywiście się doczekamy. To ludzie, z którymi żył, spotkał lub też postacie, które są powiązane z osobą mordercy, są ważniejszymi bohaterami tej książki, a wszystko po to, aby pokazać jak zróżnicowanym miastem był Sosnowiec vel Sosnowice. Moją ulubienicą postacią była uduchowiona żona Korzeńca, która w tajemnicy pisała romantyczne, tasiemcowe historie do miejscowej gazety, ale na łamach powieści spotkamy także redaktora, który staje się detektywem, artystów, przemytników, fińską bonę i ludzi z plebsu.

Muszę przyznać, że pierwszą część książki czytało mi się znacznie lepiej, bardziej bawił mnie humor autora i ironiczne spojrzenie na wiele spraw. Później przeszkadzał mi nieco chaos w narracji i przeskoki czasowe, który wymagały zapamiętywania dużej ilości szczegółów i dopasowywania ich później do siebie niby kawałków puzzli lub elementów posadzki - jak kto woli. „Korzeniec” jest dobrą książką historyczno-obyczajową, w której znajdziemy mnóstwo perełek z życia Sosnowca sprzed pierwszej wojny światowej, a Zbigniew Białas na łamach swojej powieści wiernie odwzorował wygląd i realia tamtejszego miasta, zaludnił go również  osobami, które faktycznie tam mieszkały, chociaż sama fabuła jest czystą fikcją literacką.

„Kroniki sosnowieckie” maja zawierać cztery tomy, po lekturze „Korzeńca”, z pewnością skuszę się kiedyś na tom drugi „Puder i pył”.


Notka pochodzi z Myśli Czytelnika

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz